środa, 8 lipca 2015

Sezon anime wiosna 2015 - końcowe wrażenia



Sezon w pięciu punktach – podsumowanie wiosny 2015

Po krótkiej przerwie, spowodowanej głównie brakiem czasu i ciągłymi wyjazdami w okolicach marca i kwietnia, powracam do publikowania moich wrażeń na blogu (choć w nieco zmienionej formie). Na początek krótkie podsumowanie oglądanych przeze mnie anime, które zakończyły się w sezonie wiosennym.

Ansatsu Kyoushitsu 


+ jeden z najlepszych endingów sezonu,
+ postać nauczyciela, czyli idealnego pod każdym względem belfra-mentora, który tak poza tym jest żółtym stworem z mackami i chce zniszczyć Ziemię,
+- założenie wyjściowe, czyli klasa poluje na niepokonanego nauczyciela, który przy okazji jest najlepszym belfrem na świecie – choć pomysł brzmi ciekawie, to realizacja się posypała; już całe to szkolenie dzieciaków na zabójców jest pomysłem o tyleż moralnie kontrowersyjnym, co chybionym, bo w efekcie otrzymujemy idiotyczną sielankę – niby uczniowie chcą zabić nauczyciela, ale tak naprawdę za bardzo się nie starają,
+- bohaterowie, czyli klasa E – zważywszy na ich liczbę, poszczególnym bohaterom poświęcone zostało mało czasu, w efekcie czego bliżej poznajemy tak naprawdę tylko kilka osób, a reszta pełni niewdzięczną rolę statystów,
- ogólne wrażenie: anime stara się łączyć ze sobą okruchy życia, komedię i akcję, więc w efekcie otrzymujemy wielkie nie wiadomo co; część odcinków jest nudna i nieciekawa, a część pomysłów przerysowana i zwyczajnie idiotyczna (jak na przykład test z matematyki zwizualizowany jako walka z potworami, litości).
Moja ocena: 6/10

Danna ga Nani o Itteiru ka Wakaranai Ken 2nd Season 

+ seria dalej jest sympatyczna i urocza,
+ pod względem technicznym anime utrzymuje ten sam poziom co poprzedni sezon,
+- po serii złożonej z kilkuminutowych odcinków trudno oczekiwać złożonej i wartkiej fabuły, ale w tym sezonie epizodyczność była wyeksponowana aż do przesady... szkoda też, że nie rozwinięto bardziej wątku dziecka, twórcy powrócili do tego problemu dopiero pod koniec sezonu,
- mam wrażenie, że anime stało się jakby mniej zabawne,
- odcinki o niczym, które zapełniły większość czasu antenowego – ani ziębiły, ani grzały, a nudziły strasznie.
Moja ocena: 5/10

Fate/stay night: Unlimited Blade Works 2nd Season 


 + warto obejrzeć dla samej dopieszczonej animacji i bardzo dobrego soundtracku,
+ pełnokrwiste postacie – co tu dużo mówić, główny bohater jest nad wyraz irytujący, ale taki miał właśnie być, za to w moim odczuciu Lancer i Gilgamesz ratowali tę serię, Rin i Archer też stanowili bardzo interesujący duet,
+- intryga jest dość skomplikowana, więc jeśli nie oglądało się wcześniejszego filmu lub nie grało w grę, można się nieźle wciągnąć... problem w tym, że większość fanów serii Fate zna pierwowzór lub poprzednią adaptację,
- walki – nie zrozumcie mnie źle, animacja była świetna, szkoda tylko, że bohaterowie wymieniali kilka ciosów, potem gadali pół odcinka, a potem znowu kilka ciosów... po pewnym czasie to stawało się po prostu nudne,
- ogólne przegadanie – to dziwne, ale to anime cierpi na przypadłość odwrotną niż większość serii: dostało zbyt wiele czasu antenowego, który trzeba było jakoś zapchać, więc bohaterowie rozmawiali, gadali, prowadzili monologi wewnętrzne, a w międzyczasie myśleli nad swoim życiem, ideałami i innymi niezwykle istotnymi sprawami, które obchodziły widza tyle co zeszłoroczny śnieg, bo w końcu większość osób ogląda tego typu serie dla widowiskowych pojedynków, a nie dla ględzenia w kółko o tym samym.
Moja ocena: 7/10

Hibike! Euphonium 


+ najlepsza seria KyoAni od czasów Hyouki – i to nie tylko ze względu na oprawę techniczną, której wysoki poziom jest już standardem dla tego studia, ale ze względu na adaptowany materiał (z drugiej strony porządną adaptację powieści też trzeba umieć zrobić),
+ okruchy życia, które wreszcie są okruchami życia, seria miała być o szkolnej orkiestrze, więc oglądaliśmy problemy szkolnej orkiestry i o dziwo wcale nie przeszkadzało, że większość bohaterów to słodkie dziewczynki ze skłonnością do robienia słodkich rzeczy,
+ bohaterowie – niezwykle charakterne i zapadające w pamięć bohaterki, wymykające się szablonom, poza tym w serii pojawia się także kilka sympatycznych postaci płci mniej pięknej,
+- wątek Kumiko x Reina – KyoAni odkryło, że homo-podteksty się sprzedają, więc uraczyło widownię kilkoma scenami, które można sobie interpretować na zasadzie „czy to jest przyjaźń, czy to już kochanie”, dzięki czemu wśród fanów yuri zawrzało... co w sumie jest zabawne, bo ponoć w powieści takiego wątku w ogóle nie ma,
+- otwarte zakończenie – z jednej strony pewne wątki zostały zakończone, z drugiej aż się ma nadzieję na dalsze sezony.
Moja ocena: 9/10

JoJo no Kimyou na Bouken: Stardust Crusaders 2



+ Ora! Ora! Ora! Ora! Ora! Ora! Ora! i Muda! Muda! Muda! Muda! Muda! Muda! Muda! A poza tym walec!
+ ciekawe, emocjonalne pojedynki – i nieprzewidywalne (jak na standardy shounenów), bo w sumie nigdy nie było wiadomo, co znowu wykombinują bohaterowie,
+ standardowe dla serii groteskowe poczucie humoru i świadome bawienie się schematem (aczkolwiek rzadkie jego łamanie), ciągłe komentowanie oczywistych oczywistości, zawsze wykrzykiwane dialogi oraz ogólne przerysowanie wszystkiego – od mięśni bohaterów począwszy,
+ animacja i muzyka – choć ta pierwsza mogła być lepsza, to i tak jest nieźle jak na standardy anime emitowanego dłużej niż jeden sezon; muzyce natomiast nie mam nic do zarzucenia,
- całkowite amputowanie charakteru Josephowi – wiem, że trzecia seria JoJo jest o Jotaro, ale i tak nie mogę wybaczyć całkowitego spłycenia tak charyzmatycznej postaci jaką jest Joseph.
Moja ocena: 9/10

Kekkai Sensen 


+ świat przedstawiony – miasto, które nagle połączyło się z Zaświatami, obecnie więc zamieszkane jest przez ludzi, demony, potwory i masę innych dziwnych stworów... przy czym wszyscy przeszli nad tym do porządku dziennego i bardzo szybko dostosowali się do nowych warunków,
+ ogólne wrażenie chaosu i zabawa konwencją – uwielbiam nietypowe historie opowiadane w niby to chaotyczny, a tak naprawdę starannie zaplanowany sposób, wprawdzie nie jest to taki poziom skomplikowania co w Baccano!, ale Kekkai Sensen też daje radę,
+ muzyka – każdy odcinek dostaje swój własny motyw przewodni, często nawiązujący do muzyki klasycznej, poza tym seria ma cudowny ending,
+- fabuła – choć nie przeszkadza mi epizodyczność serii, to mam wrażenie, że nie wykorzystano w pełni potencjału świata i postaci,
- wciąż nie wyemitowano jeszcze ostatniego odcinka, który ponoć ma być dłuższy od pozostałych, dlatego nie mieści się w telewizyjnej ramówce... ile można czekać?
Moja ocena: 8/10 (może ulec zmianie)

Owari no Seraph 


 + ciekawa koncepcja, czyli połączenie wampirów i postapo – wyobraźcie sobie armię ludzi uzbrojonych w demoniczne miecze walczącą z armią wampirów na tle ruin miasta (a wszyscy rzecz jasna w gustownych mundurach),
+ bohaterowie, zwłaszcza Shinoa i Guren, a poniekąd także Yuu i Mika  – pierwsza dwójka, czyli koleżanka głównego bohatera i jego przełożony, są w moim odczuciu  siłą napędową tego anime, więc jeśli ich się polubi, seria „sama się ogląda”; sam protagonista i jego przyjaciel z dzieciństwa są sztampowi aż do bólu, ale sympatyczni; pozostałe postacie były w moim odczuciu bandą statystów,
+ projekt graficzny i muzyka – co tu dużo mówić, postaci są świetnie zaprojektowane, a na ekranie aż roi się od bishoujo i bishounenów; zachwycają również staranne tła; serii towarzyszy całkiem niezły soundtrack i świetne opening i ending,
- fabuła – sztampa na sztampie i sztampą pogania... podczas seansu miałam wrażenie, że oglądam po raz kolejny tę samą serię tylko ze zmienionymi imionami bohaterów; poza tym od razu widać, że anime ledwie liznęło materiał źródłowy (zwłaszcza że zapowiedziano już kolejny sezon) i daleko jeszcze do wyjaśnienia głównej intrygi,
- animacja – to aż bolało, takie ładne projekty postaci, a ruszają się, jakby kij połknęły... szczytem szczytów były „walki” w 10 i 11 odcinku: zero dynamizmu, za to mnóstwo cięć, statycznych ujęć i innych typowych oszczędzaczy pieniędzy.
Moja ocena: 6/10


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz