Sezon w pięciu punktach – podsumowanie
wiosny 2015
Po krótkiej przerwie, spowodowanej
głównie brakiem czasu i ciągłymi wyjazdami w okolicach marca i kwietnia,
powracam do publikowania moich wrażeń na blogu (choć w nieco zmienionej formie). Na początek krótkie
podsumowanie oglądanych przeze mnie anime, które zakończyły się w sezonie
wiosennym.
Ansatsu Kyoushitsu
+ jeden z
najlepszych endingów sezonu,
+ postać
nauczyciela, czyli idealnego pod każdym względem belfra-mentora, który tak poza
tym jest żółtym stworem z mackami i chce zniszczyć Ziemię,
+- założenie
wyjściowe, czyli klasa poluje na niepokonanego nauczyciela, który przy okazji
jest najlepszym belfrem na świecie – choć pomysł brzmi ciekawie, to realizacja
się posypała; już całe to szkolenie dzieciaków na zabójców jest pomysłem o
tyleż moralnie kontrowersyjnym, co chybionym, bo w efekcie otrzymujemy
idiotyczną sielankę – niby uczniowie chcą zabić nauczyciela, ale tak naprawdę
za bardzo się nie starają,
+- bohaterowie,
czyli klasa E – zważywszy na ich liczbę, poszczególnym bohaterom poświęcone
zostało mało czasu, w efekcie czego bliżej poznajemy tak naprawdę tylko kilka
osób, a reszta pełni niewdzięczną rolę statystów,
- ogólne
wrażenie: anime stara się łączyć ze sobą okruchy życia, komedię i akcję, więc w
efekcie otrzymujemy wielkie nie wiadomo co; część odcinków jest nudna i
nieciekawa, a część pomysłów przerysowana i zwyczajnie idiotyczna (jak na
przykład test z matematyki zwizualizowany jako walka z potworami, litości).
Moja ocena: 6/10
Danna ga Nani o Itteiru ka Wakaranai Ken
2nd Season
+ seria dalej
jest sympatyczna i urocza,
+ pod względem
technicznym anime utrzymuje ten sam poziom co poprzedni sezon,
+- po serii
złożonej z kilkuminutowych odcinków trudno oczekiwać złożonej i wartkiej
fabuły, ale w tym sezonie epizodyczność była wyeksponowana aż do przesady...
szkoda też, że nie rozwinięto bardziej wątku dziecka, twórcy powrócili do tego
problemu dopiero pod koniec sezonu,
- mam wrażenie,
że anime stało się jakby mniej zabawne,
- odcinki o
niczym, które zapełniły większość czasu antenowego – ani ziębiły, ani grzały, a
nudziły strasznie.
Moja ocena: 5/10
Fate/stay night: Unlimited Blade Works 2nd
Season
+ warto obejrzeć
dla samej dopieszczonej animacji i bardzo dobrego soundtracku,
+ pełnokrwiste
postacie – co tu dużo mówić, główny bohater jest nad wyraz irytujący, ale taki
miał właśnie być, za to w moim odczuciu Lancer i Gilgamesz ratowali tę serię,
Rin i Archer też stanowili bardzo interesujący duet,
+- intryga jest
dość skomplikowana, więc jeśli nie oglądało się wcześniejszego filmu lub nie
grało w grę, można się nieźle wciągnąć... problem w tym, że większość fanów
serii Fate zna pierwowzór lub
poprzednią adaptację,
- walki – nie
zrozumcie mnie źle, animacja była świetna, szkoda tylko, że bohaterowie
wymieniali kilka ciosów, potem gadali pół odcinka, a potem znowu kilka
ciosów... po pewnym czasie to stawało się po prostu nudne,
- ogólne
przegadanie – to dziwne, ale to anime cierpi na przypadłość odwrotną niż
większość serii: dostało zbyt wiele czasu antenowego, który trzeba było jakoś
zapchać, więc bohaterowie rozmawiali, gadali, prowadzili monologi wewnętrzne, a
w międzyczasie myśleli nad swoim życiem, ideałami i innymi niezwykle istotnymi
sprawami, które obchodziły widza tyle co zeszłoroczny śnieg, bo w końcu większość
osób ogląda tego typu serie dla widowiskowych pojedynków, a nie dla ględzenia w
kółko o tym samym.
Moja ocena: 7/10
Hibike! Euphonium
+ najlepsza seria
KyoAni od czasów Hyouki – i to nie
tylko ze względu na oprawę techniczną, której wysoki poziom jest już standardem
dla tego studia, ale ze względu na adaptowany materiał (z drugiej strony
porządną adaptację powieści też trzeba umieć zrobić),
+ okruchy życia,
które wreszcie są okruchami życia, seria miała być o szkolnej orkiestrze, więc
oglądaliśmy problemy szkolnej orkiestry i o dziwo wcale nie przeszkadzało, że
większość bohaterów to słodkie dziewczynki ze skłonnością do robienia słodkich
rzeczy,
+ bohaterowie –
niezwykle charakterne i zapadające w pamięć bohaterki, wymykające się
szablonom, poza tym w serii pojawia się także kilka sympatycznych postaci płci
mniej pięknej,
+- wątek Kumiko x
Reina – KyoAni odkryło, że homo-podteksty się sprzedają, więc uraczyło widownię
kilkoma scenami, które można sobie interpretować na zasadzie „czy to jest
przyjaźń, czy to już kochanie”, dzięki czemu wśród fanów yuri zawrzało... co w
sumie jest zabawne, bo ponoć w powieści takiego wątku w ogóle nie ma,
+- otwarte zakończenie
– z jednej strony pewne wątki zostały zakończone, z drugiej aż się ma nadzieję
na dalsze sezony.
Moja ocena: 9/10
JoJo no Kimyou na Bouken: Stardust
Crusaders 2
+ Ora! Ora! Ora! Ora!
Ora! Ora! Ora! i Muda! Muda! Muda! Muda! Muda! Muda! Muda! A poza tym walec!
+ ciekawe,
emocjonalne pojedynki – i nieprzewidywalne (jak na standardy shounenów), bo w
sumie nigdy nie było wiadomo, co znowu wykombinują bohaterowie,
+ standardowe dla
serii groteskowe poczucie humoru i świadome bawienie się schematem (aczkolwiek rzadkie
jego łamanie), ciągłe komentowanie oczywistych oczywistości, zawsze
wykrzykiwane dialogi oraz ogólne przerysowanie wszystkiego – od mięśni
bohaterów począwszy,
+ animacja i
muzyka – choć ta pierwsza mogła być lepsza, to i tak jest nieźle jak na
standardy anime emitowanego dłużej niż jeden sezon; muzyce natomiast nie mam
nic do zarzucenia,
- całkowite
amputowanie charakteru Josephowi – wiem, że trzecia seria JoJo jest o Jotaro, ale i tak nie mogę wybaczyć całkowitego
spłycenia tak charyzmatycznej postaci jaką jest Joseph.
Moja ocena: 9/10
Kekkai Sensen
+ świat
przedstawiony – miasto, które nagle połączyło się z Zaświatami, obecnie więc
zamieszkane jest przez ludzi, demony, potwory i masę innych dziwnych stworów...
przy czym wszyscy przeszli nad tym do porządku dziennego i bardzo szybko
dostosowali się do nowych warunków,
+ ogólne wrażenie
chaosu i zabawa konwencją – uwielbiam nietypowe historie opowiadane w niby to
chaotyczny, a tak naprawdę starannie zaplanowany sposób, wprawdzie nie jest to taki
poziom skomplikowania co w Baccano!,
ale Kekkai Sensen też daje radę,
+ muzyka – każdy odcinek
dostaje swój własny motyw przewodni, często nawiązujący do muzyki klasycznej, poza
tym seria ma cudowny ending,
+- fabuła – choć nie
przeszkadza mi epizodyczność serii, to mam wrażenie, że nie wykorzystano w
pełni potencjału świata i postaci,
- wciąż nie
wyemitowano jeszcze ostatniego odcinka, który ponoć ma być dłuższy od
pozostałych, dlatego nie mieści się w telewizyjnej ramówce... ile można czekać?
Moja ocena: 8/10 (może ulec zmianie)
Owari no Seraph
+ ciekawa
koncepcja, czyli połączenie wampirów i postapo – wyobraźcie sobie armię ludzi
uzbrojonych w demoniczne miecze walczącą z armią wampirów na tle ruin miasta (a
wszyscy rzecz jasna w gustownych mundurach),
+ bohaterowie,
zwłaszcza Shinoa i Guren, a poniekąd także Yuu i Mika – pierwsza dwójka, czyli koleżanka głównego
bohatera i jego przełożony, są w moim odczuciu
siłą napędową tego anime, więc jeśli ich się polubi, seria „sama się
ogląda”; sam protagonista i jego przyjaciel z dzieciństwa są sztampowi aż do
bólu, ale sympatyczni; pozostałe postacie były w moim odczuciu bandą statystów,
+ projekt
graficzny i muzyka – co tu dużo mówić, postaci są świetnie zaprojektowane, a na
ekranie aż roi się od bishoujo i bishounenów; zachwycają również staranne tła;
serii towarzyszy całkiem niezły soundtrack i świetne opening i ending,
- fabuła –
sztampa na sztampie i sztampą pogania... podczas seansu miałam wrażenie, że
oglądam po raz kolejny tę samą serię tylko ze zmienionymi imionami bohaterów;
poza tym od razu widać, że anime ledwie liznęło materiał źródłowy (zwłaszcza że
zapowiedziano już kolejny sezon) i daleko jeszcze do wyjaśnienia głównej
intrygi,
- animacja – to
aż bolało, takie ładne projekty postaci, a ruszają się, jakby kij połknęły...
szczytem szczytów były „walki” w 10 i 11 odcinku: zero dynamizmu, za to mnóstwo
cięć, statycznych ujęć i innych typowych oszczędzaczy pieniędzy.
Moja ocena: 6/10







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz